Blog > Komentarze do wpisu

Simnos - część VI

Simnos - część VI

Simnos - część VI

 

 - Cały czas cię boli? – Zapytał zaciekawiony Kir wyrównując krok z Simnosem. Tylko sekretarka wiedziała gdzie iść, więc obydwoje nie spuszczali jej z oczu.

 - Zamknij się ! – Odparł z nerwami. – To normalne. Kobiety zawsze mają taki czas co miesiąc…

 - Ja wszystko słyszę! – Podniosła głos. Nikt nie powiedział już ani słowa o tym, co zaszło w holu.

                Echo kroków odbijało się od ciemnych ścian. Choć nikt wcześniej nie korzystał z tych tuneli, to były one bardzo zadbane. Nie czuć było żadnego odstraszającego zapachu. Każdy korytarz był początkowo wąski tak, że trzeba było iść gęsiego. Wraz z przebytą drogą rozszerzał się i łączył z resztą. Po niemałej ilości schodów można było wywnioskować, że schron dla pracowników ratusza znajdował się głęboko pod ziemią. Jednak kiedy cała trójka coraz bardziej zbliżała się do celu podróży zauważyli coś dziwnego. Nawet sekretarka, choć tu pracowała, również nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Gdy tunele stawały się coraz szersze, w niektórych miejscach zamiast ścian były szyby, a za nimi laboratoria. Początkowo były to jedynie biura podobne do tych w samym ratuszu, lecz później za szklanymi ścianami pojawiały się pomieszczenia, gdzie testowano niespotykany dotąd rodzaj broni oraz chłodnie, w których przechowywano i rozwijano nowe formy życia. Sieć korytarzy z tego typu rzeczami miała swoje centrum dowodzenia. Stamtąd kierowano wszelkimi operacjami przeprowadzanymi w tajnym laboratorium oraz zbierano informacje o każdej roślinie, jaką tu wyhodowano. Kobieta wiedziała gdzie znajduje się serce tego kompleksu, jednak nie podejrzewała, że jest ono czymś więcej niż schronem. Najdziwniejszą rzeczą w tym wszystkim było to, że każde miasto przeprowadzało testy nowych broni oraz hodowało najróżniejsze gatunki roślin i każdy mieszkaniec wiedział o istnieniu takich laboratoriów. Tutaj było inaczej. Wszelkie operacje były ściśle tajne. Simnos nie zauważył żadnego budynku naukowego i zwrócił na to szczególną uwagę dopiero teraz. Miasto składało się jedynie z domów mieszkalnych, paru szkół i kościołów oraz zakładów rzemieślniczych. Warszawa wydawała się miastem, które utrzymuje się jedynie z handlu, więc obecność tylu umocnień była niezwykle podejrzana. Teraz mężczyzna wiedział dlaczego, choć nie dowiedział się jeszcze wszystkiego o tym miejscu.

 - Według informacji wejście do schronu powinno znajdować się na końcu korytarza, gdy tylko skręcimy w prawo na tym skrzyżowaniu. – Powiedziała cicho sekretarka. Gdy stanęli przed gołą ścianą przyłożyła rękę do metalowej powierzchni. Komputer zeskanował dłoń, oraz siatkówkę oka. Przejście otworzyło się ukazując cel podróży. Gdy cała trójka weszła do środka burmistrz powitał ich niezbyt przyjaźnie.

 – Panno Evart kto to ma być? Czy nie wyraziłem się jasno podając instrukcje jeśli chodzi o zagrożenie życia? Proszę mi powiedzieć, w którym punkcie instrukcji było napisane, że może pani zabrać ze sobą kogokolwiek? To nie są żarty, a poważna sytuacja i obecność tych dwóch jest tu całkowicie zbędna!

 - Proszę o wybaczenie, ale tych dwóch napadło na mnie, gdy tylko chciałam się udać do schronu. – Odparła spuszczając głowę. Burmistrz zrobił się cały czerwony na twarzy. Był niezwykle niskim człowiekiem i kiedy pouczał sekretarkę musiał odchylać głowę w tył.

 - Co?! – Wtrącił się nagle Simnos. – Ja na nikogo nie napadłem! To ona nie chciała nam pomóc wyjść z tego budynku!

 - Cisza! Czy ktokolwiek prosił pana o zabranie głosu?! – Odparł burmistrz krzywiąc twarz ze wściekłości. – Tak więc panno Evart. Jeśli chodzi podwyżkę, a co więcej dalszą pracę w ratuszu może się pani z nią pożegnać. – Kobieta nie powiedziała nic. Schowała jedynie twarz w dłoniach i zaczęła cicho płakać. Niski mężczyzna wrócił na mostek i rozkazał coś osobie, która siedziała przy najbliższym komputerze.

 - Bardzo mi przykro… Nie wiedziałem, że…

 - Zostaw mnie. – Powiedziała przecierając zapłakane oczy. – Wystarczająco namieszałeś w moim życiu. Teraz po prostu daj mi spokój. – Nie krzyczała, ani nie podnosiła głosu. Była tak załamana, że nie miała sił, aby znów się na nim wyżywać.

 - Daj jej chwilę spokoju. Musi pobyć sama. – Kir odciągnął Simnosa na bok, jednak ten bez wahania podszedł do burmistrza, złapał za garniturek i podciągnął do góry. Mały człowieczek wystraszony zaistniałą sytuacją próbował coś powiedzieć do jednego z pracowników, lecz każdy z nich miał słuchawki na uszach i nie był w stanie wykonać poleceń przełożonego. Dodatkowo Leon zacisnął krawat na jego szyi.

 - Słuchaj mnie uważnie panie burmistrzu. Przez twój kaprys, ta kobieta nie ma pracy. Jeśli nie odwołasz swoich słów, to zdjęcia, które zrobiłem tym wszystkim eksperymentom ujrzą światło dzienne. Nie wiem, co wy tu wyprawiacie, ale jednego jestem pewien. Na pewno nie chcecie, żeby ktokolwiek z zewnątrz się o tym dowiedział. Mam nadzieję, że mnie pamiętasz, ponieważ zaledwie godzinę temu byłem w twoim biurze, więc wiesz kim jestem i zdajesz sobie sprawę ile miast może się dowiedzieć o waszych badaniach.

 - Dobrze…. Pro… proszę mnie tyl… tylko puścić. – Spanikował burmistrz. Jego oczy z każdą chwilą robiły się coraz większe i napływało do nich coraz więcej krwi, jednak po chwili stanął na ziemi. Poprawił krawat i podszedł do sekretarki. Dopiero teraz, gdy klęczała burmistrz był od niej większy, lecz nieznacznie. – Odzyskała pani pracę. Po całej aferze proszę się stawić u mnie w biurze, aby porozmawiać o podwyżce. – Powiedział cały czas spoglądając na Leona, który tryumfalnie skrzyżował ręce na klatce piersiowej.

 - Podwyżce? – Kobieta podniosła głowę ukazując zapłakaną twarz. Co chwila pociągała nosem i przecierała łzy, które potokiem lały się z jej oczu. Z nadzieją spojrzała na mężczyznę, który stał przed nią.

 - Tak. Więc panno Evart, proszę już nie płakać i wziąć się w końcu do roboty. – Uśmiechnął się sztucznie. Chciał, aby jego ton był dziarski i wesoły, ale tak naprawdę robił to ze strachu. Bał się, że tajemnica, która jest tu przechowywana mogłaby wyjść na jaw, a wtedy wszyscy mieszkańcy miasta popadliby w panikę. Sekretarka szybko wstała i ostatni raz przetarła oczy. – No i to rozumiem. Teraz proszę zadbać o to, aby pracownicy znajdujący się w tym pomieszczeniu udali się do laboratoriów, które im uprzednio przydzieliłem.

 - Oczywiście!

 - Dobra robota panie burmistrzu! – Zaśmiał się Leon klepiąc go po ramieniu. Ten wystraszony odruchowo odskoczył w bok. – Nie bój się. Nic ci nie zrobię. Po prostu nie mogę patrzeć, kiedy ktoś traci pracę z mojej winy. Skoro już tu jesteśmy to może powiesz nam, co wy tutaj takiego wyprawiacie?

 - Odmawiam! Te projekty są ściśle tajne i jeżeli ktokolwiek…

 - wolisz powiedzieć to tylko nam, czy tłumaczyć się przed mieszkańcami Eronii ze zdjęć, które jakimś cudem pojawią się na każdym słupie i ścianach ratusza?

 - Dobrze, niech panu będzie. Ale proszę pokazać mi jakikolwiek dowód. Nie ma pan przy sobie żadnego aparatu, więc jakie mam podstawy, żeby panu wierzyć?

 - Nie masz żadnych podstaw. Możesz mi uwierzyć, albo nie. To już twoja sprawa, czy wolisz powiedzieć to nam tak czy inaczej, czy zaryzykować. Jeśli chodzi o aparat, to posiadam takowy, jednak niestety jest on zbyt mały, żebyś mógł go dostrzec.

                Burmistrz wyciągnął chusteczkę z kieszonki i przetarł mokre od potu czoło. Nawet jeśli Leon nie zrobił ani jednego zdjęcia, to byli sami w pomieszczeniu. Wszyscy pracownicy wyszli, a sekretarka po kolei wyłączała komputery. Zawsze mogli użyć siły. Na dodatek żołnierze walczyli na powierzchni, więc nie posiadał żadnej ochrony.

 - Powiem wam, ale jeśli ktokolwiek się o tym dowie, to nie tylko miasto będzie zagrożone. Chodzi tu o coś na znacznie większą skalę. Jeśli to wpadnie w niepowołane ręce, to zginiemy my, wszyscy w tym mieście, a nawet mieszkańcy Pustii. Bez względu na wszystko, to coś musi zostać tutaj za wszelką cenę.

 - Słuchamy.

                Kobieta również przyłączyła się do przemówienia burmistrza. Cała trójka przygotowała się do tego, co zaraz miał powiedzieć. Niski mężczyzna zrobił wdech, zawahał się, jednak po chwili zaczął.

niedziela, 13 stycznia 2013, miratis

Polecane wpisy